Piotra postanowiła jakoś przygotować się do świąt, więc kupiła od straganiarza choinkę i niezbędne pierdółki do powieszenia na niej. Pech chciał, że Dziad znalazł swoją pierwszą pracę - został leśniczym. Piotra nie umiała wytłumaczyć skąd ma choinkę, nie miała też na nią kwitów. Dziad się śmiał odbezpieczając starą flintę.
----
Piotra kupiła karpia na wigilijną wieczerze. Nie umiała go jednak zabić. Stała tak bidulka w kuchni nad zlewem, aż przyszedł Dziad. Zlitował się nad biedactwem i powiedział "Ja to zrobię" - po czym wyjął Piotrze siekiere z rąk i oddał jej ją w okolicach twarzy. Bezwladne ciało opadło na podłogę a Dziad i Karp się śmiali. Znaczy karp chyba, robił: plop, plop.
----
Piotra cieszyła się z wigilii. Dziad ją po prostu odwołał.
----
Piotra wzięła sprawy w swoje ręce i postanowiła narąbać drewna, bo w komórce pod schodami w której mieszkała bywało zimno. Zjadł ją niedźwiedź.
----
Piotra hucznie obchodziła sylwestra. Petarda urwała jej dwa palce. Prędko się nie uśmiechnie, bo wystrzał wybił jej też zęby.
----
Dziad po sylwestrze miał strasznego kaca. Uderzył Piotrę w twarz. Przeszło mu. Czuł że zapowiada się piękny rok.
czwartek, 30 grudnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 komentarze:
Świetne to z tym karpiem:D
szkoda że nie miałam kogo uderzyć w twarz po sylwestrze, może też by mi przeszło
Lubie jak mnie ludzie czytaja!
ojapierdole :D
Właśnie założyłem swój blog i chciałbym Cię zaprosić :) Mam nadzieję, że pomysł się przyjmie.
http://dziewczynyurocze.blogspot.com/
Pozdrawiam
Prześlij komentarz